Prezent Jasnogórskiej Maryi
Nie jestem w stanie policzyć, ile razy modliłem się w jasnogórskiej kaplicy cudownego Obrazu, ale w kwietniu 2008 r. moje spotkanie z Maryją było zupełnie wyjątkowe. Byłem świadkiem przeniesienia Wizerunku Częstochowskiej Pani z klasztoru do kaplicy; dotykałem Obrazu, sukienki i koron Maryi… Warto przeczytać świadectwo ks. Aleksandra Radeckiego, bo pewnie nikt z nas czegoś podobnego nie doświadczy...
JASNOGÓRSKA PRZYGODA
Do kaplicy cudownego Obrazu Matki Bożej Częstochowskiej na Jasnej Górze weszła grupa turystów sądząc po niesionej fladze i używanym przez przewodnika języku
Francuzów. Właśnie trwało popołudniowe nabożeństwo różańcowe, odprawiane przed wystawionym Najświętszym Sakramentem. Przewodnik (ksiądz) i jego ludzie zupełnie się tym nie przejęli: chodzili po kaplicy, a ich opiekun co jakiś czas dźwięcznym głosem wypowiadał objaśnienia związane z poszczególnymi elementami wystroju tej części sanktuarium. Nikt nie przyklęknął, nie zatrzymał się. Rozmodleni ludzie nie ośmielili się zwrócić uwagi na taką nonszalancję wobec świętości miejsca i tego, co się działo. Na szczęście w rękach niektórych gości (starszych kobiet) zauważyłem różańce, i to pohamowało moje odruchy, które dalekie byłyby od delikatności.
Niestety, obrazek ten nie jest wcale rzadki i nie dotyczy jedynie obcokrajowców; może nawet potrafilibyśmy opowiedzieć o znacznie gorszych zachowaniach ludzi w świątyniach. Ale przytaczam go, by zadać pytanie: jaką szansę odkrycia tajemnicy jasnogórskiego sanktuarium mają ci, którzy wejdą na to święte miejsce jedynie jako turyści, którzy wysłuchają paru wiadomości z ust przewodnika, zrobią zdjęcie swoim aparatem cyfrowym (nie przejmując się zakazem używania lampy błyskowej), potrącą po drodze paru pielgrzymów i pójdą dalej, bo czas nagli.
Pewnie, że Maryja może uprosić taki cud, dzięki któremu ów bezmyślny turysta przemieni się w świadomego pielgrzyma i stąd lepiej, że nawiedza on takie miejsca, niż gdyby je omijał. Ale strata jest ogromna, gdy braknie odpowiedniego przygotowania do spotkania z Królową i Matką Narodu, gdy braknie czasu na to, by usłyszeć, jak bije na Jasnej Górze serce Matki w sercu Narodu, gdy braknie dobrej woli, by zauważyć konfesjonał, ołtarz, by usłyszeć wszystko, co Jej Syn wszystkim przybywającym na to miejsce powie.
Nie potrafię (na szczęście!) policzyć, który to już raz w życiu byłem w jasnogórskim sanktuarium; bywa, że uda się pielgrzymować tu nawet po kilka razy w roku, a że żyję już ponad pół wieku ? nazbierałoby się tych odwiedzin naprawdę wiele. Przybywałem do Częstochowskiej Pani sam, w gronie najbliższych i w dużej grupie pieszo, rowerem, autokarem pociągiem; przybywałem na spotkania z papieżami i w zwykłe dni; z własnej potrzeby i z zadaniem wygłoszenia kazania, konferencji, przeprowadzenia nabożeństw czy z chęcią przeżycia rekolekcji. Mógłbym zatem powiedzieć, że znam Jasną Górę tym bardziej, że były temu miejscu poświęcane wykłady, filmy, lektura.
A jednak wydarzenie, które miało miejsce w dniach 15 i 16 kwietnia 2008 r. okazało się zupełnie wyjątkowe i zaskakujące. To przeżycie poczytuję sobie jako wielki dar, wielką łaskę Matki Bożej dla mnie, a jeszcze bardziej dla ks. bp. Adama Bałabucha, dzięki któremu tym razem aż 6 dni przeżyłem w Domu Matki Narodu, pośród białych stróżów Jasnej Góry ? ojców i braci paulinów.
Biskup nominat Adam Bałabuch zaprosił mnie na Jasną Górę, byśmy w dniach 14-19 kwietnia 2008 r. wspólnie przeżyli rekolekcyjne przygotowanie do jego sakry biskupiej, Zakwaterowano nas w pokojach klasztoru na I p.: bp Adam otrzymał do dyspozycji pokój nr 52 (pokój nuncjusza apostolskiego, z widokiem na XII stację drogi krzyżowej na Wałach), ja pokój nr 46 (pokój sekretarza nuncjusza apostolskiego, z widokiem na XIII stację jasnogórskiej kalwarii). Przez cały czas pobytu jak anioł stróż opiekował się nami o. Krystian, który pewnie po to się urodził, by był znakomitym prefektem gości klasztoru. Nie tylko dbał, byśmy nie pomarli z głodu, ale wtajemniczał nas z entuzjazmem w klimat paulińskiej wspólnoty. I to on wyznał, że autentyczny Obraz Matki Bożej jest aktualnie? wyjęty z ram w kaplicy jasnogórskiej, a zastępuje go na czas remontu kopia, która zwykle zawieszona jest na co dzień w wewnętrznej kaplicy klasztoru. Co więcej: obiecał, że być może uda się nam zobaczyć z bardzo bliska oryginał Obrazu, który wyjmowany jest raz w roku, w Wielkim Tygodniu do bieżącej konserwacji, a teraz zabezpieczono go przed wstrząsami, jakie powoduje użycie sprzętu typu ?małe młoty pneumatyczne? w czasie remontu bezpośredniego sąsiedztwa kaplicy. Dowiedzieliśmy się, że takiej szansy nie miało wiele osób ? nawet z Episkopatu zaledwie kilku biskupów mogło oglądać Maryję w takich warunkach!
Oczywiście pytanie czy chcemy? było zupełnie zbędne, wręcz nie na miejscu!
O. Melchior, jasnogórski specjalista od konserwacji Obrazu oraz historyk-kronikarz zgodził się pokazać nas Maryi Jasnogórskiej i oto wieczorem, we wtorek 15 kwietnia 2008 r. ok. godz. 19.00 zobaczyliśmy Obraz Matki Bożej Częstochowskiej, pieczołowicie złożony w jednym z pokoi klasztoru.
Widok był poruszający! Na stole leżał Obraz, przykryty folią, na zewnątrz zabezpieczony drewnianą ramą. Z bliska, bez sukienek i koron, można było na nim dostrzec ślady minionych stuleci, odbijających historię Obrazu, Jasnej Góry i całego Narodu.
Ileż śladów na Obrazie świadczy dziś o bezmyślności i lekkomyślności poprzednich pokoleń, które nie wahały się przybijać wot wprost do Wizerunku! Ile śladów nienawiści i ordynarnej chciwości nosi ten Wizerunek naszej Królowej i Matki! A z drugiej strony ? ile serca, starania, wiedzy konserwatorskiej, delikatności, modlitwy włożono, by ta Ikona przetrwała do naszych czasów!
To było wzruszające, gdy paulini najpierw wraz z nami podjęli osobistą, cichą modlitwę na kolanach, zanim zaczęli objaśniać, pokazywać i tłumaczyć. Ileż delikatności było w słowach i gestach stróżów tego Skarbu!
Na koniec tej niezwykłej, półgodzinnej audiencji, mogliśmy dotknąć delikatnie swoimi różańcami ramy Obrazu, który stał się nam od tego momentu jeszcze bliższy i droższy.
Ale to nie koniec owej jasnogórskiej przygody! Dowiedzieliśmy się, że prawdopodobnie już w następny wieczór Obraz zostanie przeniesiony na właściwe dla niego miejsce, a my znów będziemy to mogli zobaczyć! Jakże przegapić taką chwilę choćby to miało trwać pół nocy.
Po środowym Apelu zapowiedziane zostało całonocne czuwanie sióstr zakonnych, ale pierwsze dwie godziny tej modlitwy (do 23.00) miały przebiegać w bazylice ze względów konserwatorskich?. Czym prędzej udaliśmy się zatem do kaplicy wewnątrz klasztoru, by zająć dogodne miejsca i wziąć udział w przeniesieniu Obrazu.
A było na co popatrzeć!
Najpierw otwarte zostały pancerne drzwi, za którymi znajduje się kaseta (pancerna) mieszcząca Ikonę. Widać było, że całe pomieszczenie jest czyste, niezwykle schludne, a w dodatku zaopatrzone w urządzenie, które przemyślnie zaprojektował i wykonał przed laty jeden z braci paulinów, by ułatwiać najbezpieczniejsze wyjmowanie i wkładanie Obrazu.
Działanie ludzi i sprzętu objęło najpierw wyjęcie kopii Obrazu Matki Bożej, co umożliwiło nam zobaczenie z bliska wnętrza całej konstrukcji, niewidocznej od strony kaplicy. Wcześniej podniesiona została zasłona (ważąca kilkaset kilogramów!) oraz odsunięta kuloodporna szyba, zabezpieczająca Obraz od strony wiernych przed kurzem, promieniowaniem lamp i nieobliczalnymi w swych poczynaniach ludźmi. Po wyjęciu obrazu-kopii zobaczyliśmy przez ogromny otwór posadzkę kaplicy jasnogórskiej!
Po paru minutach do kaplicy zakonnej wniesiono z największą ostrożnością Obraz Częstochowski i położono na stole, na którym leżała już tylna ściana kasety. I znów wzruszająca chwila modlitwy, której przewodniczył na życzenie paulinów biskup-nominat. Raz jeszcze dotknęliśmy ram Obrazu swoimi różańcami i patrzyliśmy, jak na Wizerunek nakładana jest (w specjalnej obudowie) sukienka wierności. Z bliska widać było, ile elementów tworzy ten królewski strój Maryi. Nie interesowała mnie w najmniejszym stopniu wartość materialna wszystkich klejnotów, jakie tam umieszczono; uświadomiłem sobie, że każdy z tych detali nawet najmniejsza perełka to znak wiary, nadziei i miłości jakże licznych ofiarodawców.
Ojcowie Melchior i Stanisław starannie zakładali haczyki, mocujące sukienkę do Obrazu i przy pomocy kartki papieru sprawdzili, czy owa sukienka nie dotyka bezpośrednio Wizerunku. Gdy wszystko było gotowe, spokojnie i delikatnie Obraz podniesiono rękami paulinów, umocowano na specjalnym stelażu, który podwieszony został na wyciągarce i już po paru minutach Maryja w swej częstochowskiej Ikonie znalazła się na właściwym miejscu, w ołtarzu. Kasetę zamknięto, zamknięto też drzwi od strony kaplicy zakonnej, a kopię Obrazu zawieszono po prawej stronie ołtarza.
Zeszliśmy teraz do kaplicy jasnogórskiej, by śledzić dalsze działania kustoszy naszego narodowego sanktuarium.
Okazało się, że w międzyczasie z ołtarza zdjęte zostały świeczniki i tabernakulum (po uprzednim przeniesieniu N. Sakramentu), aby odpowiednio przeszkolony paulin założył na Obraz korony dla Dzieciątka Jezus i Jego Matki. Przedtem mogliśmy owe korony zobaczyć z bliska, co znów wywołało wielkie wzruszenie i zaciekawienie. Gdy zasunięta została pancerna szyba, zobaczyliśmy, ile traci Obraz przez to zabezpieczenie niestety, konieczne. Teraz bracia zaczęli ustawiać kwiaty i świece, postawili na swoim miejscu tabernakulum i krzyż, a wreszcie ustawili reflektory, by prawidłowo oświetlały Obraz (gdy w przeszłości nie był on oświetlany, albo używano tylko świec, można stwierdzić, że był wręcz nieczytelny dla wiernych!).
Nazajutrz okazało się, że całe to wydarzenie zostało opisane przez o. Melchiora w kronice klasztornej, w której wpisano imiona i nazwiska wszystkich nas, którzy braliśmy udział w tym wydarzeniu. I teraz następne pokolenia będą miały prawdziwą zagadkę do rozwiązania: jakim sposobem trafili na chwilę tak niezwykłą diecezjalni kapłani z dalekiej Świdnicy i nieco bliższego Wrocławia. A my będziemy do końca życia dziękować jasnogórskiej Pani za spotkanie tak wyjątkowe i niezwykłe. autor: ks.Aleksander Radecki

Prezent Jasnogórskiej Maryi












